Przejdź do głównej zawartości

Posty

Człowiek, który wiedział za dużo

Alfred Hitchcock jest jednym z najsławniejszych reżyserów świata. Kręcił thrillery bądź filmy szpiegowskie, zresztą często łączył te dwa gatunki ze sobą. Jego najbardziej znane filmy to: Psychoza, Ptaki, Zawrót głowy, Północ – północny zachód, Starsza pani znika czy Okno na podwórze .   Jest jednak jedno dzieło, które, zważywszy na czas, w którym powstało, można uznać za swojego rodzaju wprowadzenie do późniejszego, klasycznego kina szpiegowskiego, a nie bywa ono zazwyczaj wymieniane, kiedy mówi się o najważniejszych dziełach Hitchcocka. Chodzi mi o Człowieka, który wiedział za dużo i nie myślę tu o autorskim remake’u z 1956, w którym grał James Stewart i który od czasu do czasu obija się komuś o uszy.     W roku 1934 Alfred Hitchcock wyreżyserował pierwowzór Człowieka … Podchodziłam   do tego filmu bardzo ostrożnie. Po moich poprzednich spotkaniach z tym reżyserem miałam świadomość, że mimo iż jego dzieła są uznawane za klasykę, to ...

Kolekcjoner kości

Jeszcze jedno wam mogę powiedzieć. – Everett uniósł zabandażowaną dłoń. – To podły człowiek. Chwyciłem go, jak już wam mówiłem. Nie myślałem, wpadłem w panikę, ale on dostał wtedy szału. I złamał mi palec…       Zacytowany fragment dialogu to urywek z powieści Jeffery’ego Deavera pod tytułem Kolekcjoner kości , pierwszej książki ze znanym sparaliżowanym kryminalistykiem (nie lubię tego słowa, ale tłumacz tej i następnych powieści Deavera używa go z takim przekonaniem, że niech mu będzie) Lincolnem Rhyme’em. Już ten debiut autora przyniósł mu hollywoodzką adaptację filmową. Pomyślałam więc, że – jako początkująca czytelniczka Deavera – mogę sobie pozwolić na porównanie tych dwóch dzieł. Szczególnie, że kariera pisarza nabrała rozpędu i Rhyme stał się jednym z najsławniejszych współczesnych detektywów, a film nie doczekał się nawet drugiej części. I to, jak sądzę, nie z powodu słabości następnych powieści.    Książka bardzo mi się podobała, była dynamiczn...

Podróże Gulliwera

Ojciec mój miał szczupły majątek, położony w hrabstwie Nottingham. Z pięciu jego synów ja byłem trzeci. W czternastym roku posłał mnie do Kolegium Emanuela w Cambrigde, gdzie zostawałem przez lat trzy, czas mój pożytecznie trawiąc […]    Powyższym cytatem zaczyna się powieść pod tytułem Podróże Gulliwera. Wybrałam ten fragment nieprzypadkowo: pomimo, że są to tylko pierwsze trzy zdania książki, dobrze oddają styl całej powieści Jonatana Swifta. Takim właśnie językiem jest ona napisana.   Dziś powiemy, że jest to język archaiczny, ale warto pamiętać, że powieść została napisana na początku XVIII wieku i wówczas był to język współczesny. Niemniej bardzo rozbawiła mnie strona tytułowa, na której widnieje taki tekst: Przekład anonima z roku 1784 z oryginałem porównał, uwspółcześnił i wstępem poprzedził Jan Kott. Chodzi mi oczywiście o słowo „uwspółcześnił” i pozostaje się tylko zastanawiać, jak bardzo „zagmatwany”, z dzisiejszej perspektywy, był tekst oryginalny. ...

Koneser

Geoffrey Rush jest uważany za jednego z najlepszych współczesnych brytyjskich aktorów. Moi rówieśnicy, w tym niestety także i ja, kojarzą go głównie ze sławnej sagi filmowej, Piraci z Karaibów. Jednak ma on na koncie wiele innych, wybitniejszych ról.   Na przykład zagrał u boku Colina Firtha w jednym z moich ulubionych filmów czyli Jak zostać królem albo z Cate Blanchet w Elżbiecie , albo w Blasku , za rolę w którym otrzymał Oscara. Ta garść uwag będzie poświęcona jednak innemu filmowi z jego udziałem: Koneserowi .    Geoffrey Rush wciela się w tym dziele w rolę Virgila Oldmana, wybitnego znawcę sztuki. Na pierwszy rzut oka potrafi odróżnić oryginał od falsyfikatu, ocenić, z którego okresu pochodzi dany przedmiot, powiedzieć bezbłędnie kto go namalował itp. Jest to bardzo specyficzna i przykuwająca uwagę postać – jednak nie tylko przez wzgląd na swoją ogromną wiedzę. Tytułowy koneser ma na przykład różnorakie fobie. Możemy zauważyć to już na...

Pajęczyna

  Dwaj panowie dźwignęli ciało pod pachy i zaciągnęli je do wnęki. Chwilę później sir Rowland wyszedł i nacisnął dźwignię. Zanim Jeremy wychynął z tyłu, Hugo przemknął szybko pod jego ramieniem, zabierając z sobą latarkę i tym momencie ścianka się zatrzasnęła. Ktoś mógłby pomyśleć, że popełniłam zbrodnię, ponieważ powyższym cytatem zaspoilerowałam zakończenie książki. Nic bardziej mylnego. To nie jest zakończenie powieści. To cytat ze środka. W dodatku scenka opisana jest, jak na historię ukrycia zwłok, bardzo niefrasobliwie. Nic dziwnego, Pajęczyna Agathy Christie ma formę takiej właśnie farsy.       Należy zaznaczyć, że powieść Charlesa Osborne’a jest adaptacją sztuki teatralnej królowej kryminału.   A zatem recenzuję dziś powieść, która powstała na kanwie dramatu i chociaż nie napisała jej Christie, od porównań do twórczości autorki nie da się uciec. W dramacie chodziło o to, że w dużej willi na wsi, w domu pewnego polityka, zostaj...

Kot, który czytał wspak

On nie tylko umie czytać – poprawił go Qwilleran – potrafi również czytać wspak. Niech pan się nie śmieje. Kiedy dorośnie, wyślę go do akademii FBI i kto wie, czy nie odbierze panu pracy.      Powyższy fragment pochodzi z książki pod tytułem Kot, który czytał wspak, autorstwa Lilian Jackson Braun. Jedyna rzecz jakiej jestem na sto procent pewna po lekturze to fakt, że powieść pretenduje do bycia kryminałem. „Leniwym” kryminałem, jak zaczęłam go nazywać w myślach. Leniwym, ponieważ akcja rozwija się bardzo powoli i czytając miałam uczucie, że narracja jest przyciężkawa.      Nie podobał mi się także główny bohater, Jim Qwilleran, który sprawia wrażenie nijakiego. Nie jest jakoś ani wybitnie inteligentny, ani przystojny, nie odznacza się niczym specjalnym, przeciętny w każdym calu. A nie tego oczekujemy od bohatera rasowego kryminału. Trzeba dodać, że nasz bohater-detektyw jest dziennikarzem i na początku powieści zostaje zatrudniony jako kryty...

Lśnienie

Kuchnia była zimna i opustoszała w blasku świetlówek. Wendy podeszła do namagnesowanych szyn, z których zwisały noże do mięsa. Wybrała najdłuższy i najostrzejszy, owinęła go ściereczką do naczyń i wyszła z kuchni, gasząc po drodze światła.   W 1977 roku Stephen King napisał jedną ze swoich najważniejszych powieści, Lśnienie. W 1980 roku Stanley Kubrick nakręcił na podstawie tej książki jeden ze swoich najsławniejszych filmów. Oba dzieła są uznawane za klasykę gatunku. Jednak Kingowi film się nie spodobał. Autor dokonał nawet własnej adaptacji, utrzymując, że Kubrick nie oddał sensu książki.   Pomimo że obraz przypadł mi do gustu, muszę przyznać rację Kingowi. Reżyser nie ukazał w swoim dziele tego, co urzeka mnie w powieściach króla grozy i co urzekło mnie także w Lśnieniu . Kubrick, skupiając się głównie na „horrorowatości” obrazu i budowaniu napięcia, i pokazując szaleństwo głównego bohatera jako efekt swoistego opętania, pominął większość kluczowych dla książki elem...